[...] zobaczywszy manifest, wszyscy jednostajnie osądzili, że nie można dalej sejmikować bez zgwałcenia prawa wolnego „nie pozwalam”, które pospolicie nazywano pupilla libertatis, źrenica wolności. A jeżeli kontradycenta doszli, zrąbali lub też na śmierć zabili, nim zaniósł manifest, ta pupilla libertatis miała być zdrowa i cała, choć szablami pokrajana albo z okiem ze łba wycięta.
źródło: NKJP: Tadeusz Konwicki: Bohiń, 1987
Zadaniem jego było też tak postępować, aby w miarę możliwości spełnione zostały warunki opozycji, by kontradycenci dobrowolnie powrócili do izby [...].
źródło: Prace Wydziału Prawa, Wydanie 24, 1966 (books.google.pl)