[...] zawsze miałam wstępny test na faceta (tj. czy będziemy do siebie pasować tak seksowo), jak udawało mi się bez problemu z nim zatańczyć (umiał poprowadzić, a ja się poddać i nie szarpać na parkiecie w przeciwne strony), to znaczy chwytać osobnika w pazury i nie popuścić, bo unikat.