Wysłannik z Paryża, choć Francuz grzeczny, nie umiał ukryć zdumienia przesadą tej wielodniowej imprezy, niezliczonością i nieskończonością przemówień i bankietowania, ani jak bardzo go ona w końcu znudziła.
źródło: NKJP: Sławomir Mrożek: Korespondencja z Londynu, Gazeta Wyborcza, 1997-10-11