Dwa tygodnie jechał, a jak się skończyły pieniądze, przyszedł po następne. Zdjął matce perukę [...], włączył kuchenkę i cedził: - Spalę, ku…, jak nie dasz. Wezwał policję, gdy zamknęła drzwi i uciekła. Proszę pani, syn jest dorosły, dała pani pieniądze na bilet, są jego - upomnieli matkę. Bo policja traktuje domówki z wyrozumiałością, jak przestępstwo drugiej kategorii.
źródło: NKJP: Edyta Gietka: Kiedy dzieci biją rodziców, Polityka, 2007-06-16