[...] zaprowadziwszy konia na paszę, wszedł do sieni po wiosła. — Znowu idziesz — rzekła babka z kuchni. — Trzeba — burknął. Codziennie pytała go zrzędnie, bo on codziennie zapominał zostawić po powrocie wiosła w stodole i odnosił je wciąż na stare miejsce.
źródło: Henryk Panas: Opowiadania wybrane, 1988 (books.google.pl)
[...] zabrałem siwą klaczkę i poszedłem głębiej w las do ogniomistrza-szefa Misiąga, który opiekował się zapasowymi końmi. Po długich targach udało mi się wymienić ją na dużego gniadego wałacha [...]. Misiąg robił z nim wielkie ceregiele, twierdząc, że to rasowy koń węgierski, i napominając mnie zrzędnie, żebym go nie zmarnował.
źródło: NKJP: Jan Józef Szczepański: Polska jesień, 1955